Przepis: Weź kilka płatków filcu. Niech będą w różnych kolorach! Parę kwiatowych kształtów wyciętych z papieru. Długopis, nożyczki i jeszcze taką trochę dłuższą, wąską filcową wstążkę.
Potem trzeba z kawałków filcu odrzucić to, co niepotrzebne, by zostały wielokolorowe kwiaty wyrysowane wcześniej dzięki szablonom, wytnij w nich wąskie otwory, przepleć przez taśmę filcu. Zawiąż na głowie. Efekt – zaskakuje!
Kilkanaście dziewcząt (raczej nas nie dziwi, że chłopcy, jeśli są, to przy drugim stole poznają barwy Afryki), w skupieniu, z zapałem rysują, tną, przeplatają… Wiją oryginalne wianki. Kreatorem sytuacji na tym stanowisku jest pan Daniel Lachor. Zagląda przez ramię, chwali, gdy trzeba ze spokojem pomaga.
Moglibyśmy powiedzieć: tak niewiele trzeba, a jednak pomysł to bardzo wiele. To chyba jedna z najcenniejszych rzeczy w naszym świecie.
W drugim skrzydle gwiaździstej wiaty w Parku Strzeleckim pani Anna Machacz roztacza przed uczestnikami afrykańskie widoki, kolory, wrażenia, a na początku nawet dźwięki. Takie afrykańskie emocje.
I dalej ścieżka przez dzisiejsze warsztaty pobiegnie tymi przystankami.
Przystanek I – kolor i kształt.
Malujemy na płótnie, farbami. Kształt ma znaczenie. Okazuje się, że to, w czym my widzimy czasem nawet przypadkowe kształty jakichś szlaczków, w rzeczywistości coś oznacza: łóżko, poduszkę, sierp, łapy krokodyla, odwagę… Ale przecież możemy wymyślić też własne formy, nadać im sens…
Przystanek II – Barwa i zapach
Tak, tu się przekonujemy, że rysunek nie musi oznaczać jedynie koloru czy dwuwymiarowego kształtu. Można go dotknąć w trójwymiarze, poczuć fakturę, a nawet zachwycić się jego zapachem. Jak? Jeśli czarną kartkę w wybranych miejscach posmarujemy klejem, a potem stworzymy kompozycję używając majeranku, kurkumy, bazylii, słodkiej papryki, liści laurowych, piasku, a nawet kolorowanej zwykłymi, już trochę wypisanymi mazakami soli, to powstanie dzieło synkretyczne, łączące w znakomity sposób kilka zmysłów.
Przystanek III – dźwięk
Tu wystarczy plastikowa rurka, taka na przykład przez którą przeprowadza się czasem przewody elektryczne, pocięta na kawałki. Teraz trzeba do niej nasypać jakieś ziarno, albo piasek, albo kamyki, połączyć jej otwory, skleić taśmą i… zagrzechotać.
Meta!
Kończą się warsztaty pt. Zapachy Afryki, a my mamy wrażenie, że to nie tylko zmysł powonienia, ale każdy został uruchomiony w Parku Strzeleckim. I że każde wrażenie, choć trochę przeniosło nas na Czarny Ląd. Tak czarny, jak folia ochronna na stołach pod wiatą. Ot jeszcze jedno afrykańskie skojarzenie!
Kilkanaście dziewcząt (raczej nas nie dziwi, że chłopcy, jeśli są, to przy drugim stole poznają barwy Afryki), w skupieniu, z zapałem rysują, tną, przeplatają… Wiją oryginalne wianki. Kreatorem sytuacji na tym stanowisku jest pan Daniel Lachor. Zagląda przez ramię, chwali, gdy trzeba ze spokojem pomaga.
Moglibyśmy powiedzieć: tak niewiele trzeba, a jednak pomysł to bardzo wiele. To chyba jedna z najcenniejszych rzeczy w naszym świecie.
W drugim skrzydle gwiaździstej wiaty w Parku Strzeleckim pani Anna Machacz roztacza przed uczestnikami afrykańskie widoki, kolory, wrażenia, a na początku nawet dźwięki. Takie afrykańskie emocje.
I dalej ścieżka przez dzisiejsze warsztaty pobiegnie tymi przystankami.
Przystanek I – kolor i kształt.
Malujemy na płótnie, farbami. Kształt ma znaczenie. Okazuje się, że to, w czym my widzimy czasem nawet przypadkowe kształty jakichś szlaczków, w rzeczywistości coś oznacza: łóżko, poduszkę, sierp, łapy krokodyla, odwagę… Ale przecież możemy wymyślić też własne formy, nadać im sens…
Przystanek II – Barwa i zapach
Tak, tu się przekonujemy, że rysunek nie musi oznaczać jedynie koloru czy dwuwymiarowego kształtu. Można go dotknąć w trójwymiarze, poczuć fakturę, a nawet zachwycić się jego zapachem. Jak? Jeśli czarną kartkę w wybranych miejscach posmarujemy klejem, a potem stworzymy kompozycję używając majeranku, kurkumy, bazylii, słodkiej papryki, liści laurowych, piasku, a nawet kolorowanej zwykłymi, już trochę wypisanymi mazakami soli, to powstanie dzieło synkretyczne, łączące w znakomity sposób kilka zmysłów.
Przystanek III – dźwięk
Tu wystarczy plastikowa rurka, taka na przykład przez którą przeprowadza się czasem przewody elektryczne, pocięta na kawałki. Teraz trzeba do niej nasypać jakieś ziarno, albo piasek, albo kamyki, połączyć jej otwory, skleić taśmą i… zagrzechotać.
Meta!
Kończą się warsztaty pt. Zapachy Afryki, a my mamy wrażenie, że to nie tylko zmysł powonienia, ale każdy został uruchomiony w Parku Strzeleckim. I że każde wrażenie, choć trochę przeniosło nas na Czarny Ląd. Tak czarny, jak folia ochronna na stołach pod wiatą. Ot jeszcze jedno afrykańskie skojarzenie!
Kamil Cyganik