Codzienna praca z młodymi ludźmi to nie tylko przekazywanie wiedzy, ale przede wszystkim budowanie głębokich więzi, które zostają w nas na zawsze, nawet gdy podopieczni ruszają w dalszą drogę. Dzielimy się z Wami niezwykle poruszającą refleksją Kamila Cyganika o wyjątkowej roli instruktorów i pedagogów, którzy otwierają swoje serca dla dzieci przychodzących do ich życia – choćby tylko na chwilę.
Pukają do naszego życia. „Ja tylko na chwilę” mówią przez uchyloną szparę. Z większym lub mniejszym entuzjazmem otwieramy drzwi na oścież. „Wejdź!” wołamy „Rozgość się i czuj jak u siebie…”. Mija trochę czasu, a my z żalem konstatujemy, że nie zostaliśmy okłamani. One naprawdę przychodzą tylko na chwilę. One. Dzieci.
Najtrudniej jest rodzicom. Potrafimy się długo oszukiwać stereotypowymi frazesami typu: „Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem!”. Oby nie! Oby każdy rodzic nie przeoczył tej trudnej do uchwycenia chwili, gdy dziecko staje się nastolatkiem, a potem dojrzewa do dorosłości. Fizyczne przekroczenie progu naszego domu będzie już tylko konsekwencją. Dużo wcześniej nim się wyprowadzi, by zbudować własny świat, odejdzie w nim dziecko.
Nauczycielom, pedagogom czy instruktorom dziecięcych zespołów regionalnych jest łatwiej. Szybko godzimy się, że taka jest kolej rzeczy: dzieci przychodzą na chwilę. Rozwijają się, biorą od nas ile się da, czy raczej ile my zgodzimy się dać i odchodzą. Są przez mgnienie. Ich absencja – inaczej niż w rzeczywistości rodziców - nie pozostawia pustki. Pojawiają się następni, inni. Również na chwilę.
Jest łatwiej, co nie oznacza: łatwo, jeśli…
Jeśli nauczyciel czy instruktor nie jest jedynie rzemieślnikiem realizującym program, to ze swoimi podopiecznymi będzie budował więzi. Nie pracujemy z kawałkami drewna, nie pracujemy ze słowami, niczego nie produkujemy ani nie sprzedajemy. Codziennie spotykamy się z żywymi ludźmi, którzy – jakkolwiek to brzmi – są materią naszej pracy. Tak, to prawda, naszym zadaniem jest nauczyć, albo przynajmniej stworzyć przestrzeń, możliwości do nauki, ale po drugiej stronie tego procesu jest młody człowiek, jeszcze nie do końca ukształtowany, bardzo podatny, otwarty. To wielka odpowiedzialność.
Bo nie jest bez znaczenia dla efektów naszej pracy, czy na zajęcia uczestnik będzie przychodził z niechęcią czy radością. Rzecz brzmi jak truizm, ale jeśli powiemy, że ta niechęć czy radość w dużej mierze zależą od tego, jaką sympatią podopieczny darzy swojego nauczyciela lub instruktora, czy nadal będzie to tak oczywiste? Czy istotnie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że chętniej uczyliśmy się i więcej nam zostało z zajęć prowadzonych przez lubianych, a przynajmniej szanowanych nauczycieli?
Tego roku w tym miejscu chciałbym oddać szczególny hołd, wyrazić szczególną wdzięczność wszystkim Instruktorom. Jeśli poważnie traktujecie swoją pracę, jeśli chcecie, by przez tę krótką chwilę, gdy macie wpływ na dziecko, zaczerpnęło ono od was tego, co najlepsze, to przy okazji mniej lub bardziej oswoicie się z nim, czyli – jak uczy Lis Małego Księcia – stworzycie więzi, a to rodzi ryzyko łez, gdy przyjdzie moment rozstania. I to nic, że pojawią się następni. Wraz z nimi pojawi się kolejne ryzyko łez.
Chylę głowę przed Waszą pracą drodzy Instruktorzy. Doceniam bogactwo Waszych kultur, którymi pragniecie i potraficie dzielić się z podopiecznymi, szanuję do głębi Wasze pedagogiczne umiejętności, ale przede wszystkim mam ogromne współ-czucie dla mijających chwil, a wraz z nimi mijających Was wychowanków: wszystkich dzieci, które przychodzą tylko na chwilę.
Najtrudniej jest rodzicom. Potrafimy się długo oszukiwać stereotypowymi frazesami typu: „Dla mnie zawsze będziesz dzieckiem!”. Oby nie! Oby każdy rodzic nie przeoczył tej trudnej do uchwycenia chwili, gdy dziecko staje się nastolatkiem, a potem dojrzewa do dorosłości. Fizyczne przekroczenie progu naszego domu będzie już tylko konsekwencją. Dużo wcześniej nim się wyprowadzi, by zbudować własny świat, odejdzie w nim dziecko.
Nauczycielom, pedagogom czy instruktorom dziecięcych zespołów regionalnych jest łatwiej. Szybko godzimy się, że taka jest kolej rzeczy: dzieci przychodzą na chwilę. Rozwijają się, biorą od nas ile się da, czy raczej ile my zgodzimy się dać i odchodzą. Są przez mgnienie. Ich absencja – inaczej niż w rzeczywistości rodziców - nie pozostawia pustki. Pojawiają się następni, inni. Również na chwilę.
Jest łatwiej, co nie oznacza: łatwo, jeśli…
Jeśli nauczyciel czy instruktor nie jest jedynie rzemieślnikiem realizującym program, to ze swoimi podopiecznymi będzie budował więzi. Nie pracujemy z kawałkami drewna, nie pracujemy ze słowami, niczego nie produkujemy ani nie sprzedajemy. Codziennie spotykamy się z żywymi ludźmi, którzy – jakkolwiek to brzmi – są materią naszej pracy. Tak, to prawda, naszym zadaniem jest nauczyć, albo przynajmniej stworzyć przestrzeń, możliwości do nauki, ale po drugiej stronie tego procesu jest młody człowiek, jeszcze nie do końca ukształtowany, bardzo podatny, otwarty. To wielka odpowiedzialność.
Bo nie jest bez znaczenia dla efektów naszej pracy, czy na zajęcia uczestnik będzie przychodził z niechęcią czy radością. Rzecz brzmi jak truizm, ale jeśli powiemy, że ta niechęć czy radość w dużej mierze zależą od tego, jaką sympatią podopieczny darzy swojego nauczyciela lub instruktora, czy nadal będzie to tak oczywiste? Czy istotnie wszyscy zdajemy sobie z tego sprawę, że chętniej uczyliśmy się i więcej nam zostało z zajęć prowadzonych przez lubianych, a przynajmniej szanowanych nauczycieli?
Tego roku w tym miejscu chciałbym oddać szczególny hołd, wyrazić szczególną wdzięczność wszystkim Instruktorom. Jeśli poważnie traktujecie swoją pracę, jeśli chcecie, by przez tę krótką chwilę, gdy macie wpływ na dziecko, zaczerpnęło ono od was tego, co najlepsze, to przy okazji mniej lub bardziej oswoicie się z nim, czyli – jak uczy Lis Małego Księcia – stworzycie więzi, a to rodzi ryzyko łez, gdy przyjdzie moment rozstania. I to nic, że pojawią się następni. Wraz z nimi pojawi się kolejne ryzyko łez.
Chylę głowę przed Waszą pracą drodzy Instruktorzy. Doceniam bogactwo Waszych kultur, którymi pragniecie i potraficie dzielić się z podopiecznymi, szanuję do głębi Wasze pedagogiczne umiejętności, ale przede wszystkim mam ogromne współ-czucie dla mijających chwil, a wraz z nimi mijających Was wychowanków: wszystkich dzieci, które przychodzą tylko na chwilę.
Nauczyciel i wychowawca
Kamil Cyganik