Dzień meksykańsko-orawski / koncert główny
Edycja 2026
126 zdjęć
Trudno wyobrazić sobie lepszy dzień na przypomnienie hasła przyświecającego ŚWIĘTU DZIECI GÓR od zarania tego niesamowitego Festiwalu.
Tak się złożyło, że droga od poniedziałku do piątku, prowadząca przez słowa: „mama”, „tata”, „rodzina”, „miłość” przywiodła nas dzisiaj za naszymi przewodnikami ciocią Hanką i wujkiem Patrykiem do słowa „pokój”. To pojęcie nabiera szczególnego znaczenia właśnie u schyłku ŚWIĘTA, gdy przyjaźń między młodymi artystami z różnych stron świata osiąga festiwalowe apogeum. Skrystalizowało się już przecież kamractwo na przykład między dziećmi z Jabłonki i dziećmi z Saltillo.Jednak każdy, kto choć trochę zna nasze góralskie przestrzenie, wie również, jak symboliczne są występy dzień po dniu zespołów ze Spisza (ŚWABELKI) i Orawy (MAŁY OWCOK). Dunajec bywał granicą nie tylko geograficzną, ale również taką, co rozdziela emocje. A jednak w dzieciach jest naturalna tendencja do szukania tego, co jednoczy. Gdy człowiek poogląda kilkadziesiąt lat taki festiwal jak nowosądeckie ŚWIĘTO DZIECI GÓR, może zatęsknić za pajdokracją. „Uczcie się politycy” – wołam, choć mam podejrzenie, że otacza mnie puszcza.
A zatem „pokój” wyrażony uściskiem dłoni między Meksykaninem a Polką, Polakiem a Meksykanką.
Na widowni w ten ostatni wieczór narodowy na 33. ŚWIĘCIE DZIECI GÓR zasiedli: Zastępca ds. inwestycji i aktywności kulturowej Departamentu Kultury i Dziedzictwa Narodowego Urzędu Marszałkowskiego Województwa Małopolskiego Dariusz Gawęda z małżonką Agnieszką, wójt gminy Jabłonka Stanisław Kasprzak, Anna Paś Filipek dyrektor Orawskiego Centrum Kultury w Jabłonce, Maria Dominika Wachałowicz-Kiersztyn Dyrektor Orawskiego Parku Etnograficznego w Zubrzycy Górnej, Paweł Jurczyk z dalekiego Essen z małżonką, Jan Łosakiewicz wieloletni Przewodniczący Polskiej Sekcji CIOFF, Józef Błażusiak dyrektor I Oddziału Banku PKO BP w Nowym Sączu, Ojciec Krzysztof Jeleń jezuita, misjonarz w Chile i Meksyku, Tomasz Baliczek dyrektor Wydziału Kultury i Sportu w Urzędzie Miasta Nowego Sącza.
W tle przycupnął kościółek drewniany, strażnik czasu i wartości, a tu, na łące spotkanie dwóch grup. Ci, co idą siano zbierać, zaczepiają tych, co pilnują krów. Najpierw śpiewem, jakby z hali na halę, a potem słowem zaczepki, a nawet prowokacja: kto tu naprawdę pracuje. Narastające napięcie rozładowuje jedna dziewczyna magicznym słowem „zabawa”. Jakże miałoby być inaczej w dniu, któremu patronuje słowo „pokój”.
Chłopaki zamiast bitki kijami, bawią się w kija, czyli puszczają swój, próbując złapać kij kamrata. W tle inni chłopcy rzucają do siebie piłkę z gałganka, gdy dziewczyny kołem otaczają ulijankę, która wybiera, kogo kocha.
Jaworowi ludzie budują mosty dla pana starosty. Syćkie konie przepuszczają, a jednego zostawiają, a kto zostaje, staje się częścią mostu. Coraz mniej koni biegnących pod mostem, a coraz większy most.
Muzycka przysła z nimi, a skoro, to może by zagrali. W kole młyńskim z pięknym, jasnym śpiewem wirują wszystkie dzieci. Wirują do wspólnego „bęc”. Kilkakrotnego „bęc”. I poleczka. Najpierw statecznie, ze śpiewem. Potem w parach. Znów śpiew w dwóch kółeckach i taniec w dwóch kółeckach. Wirują, kierpce uderzają o scenę. Tańczy każdy od najstarszych do najmłodszych. W kolejnym tańcu przez scenę mknie wąż, w którym znów każdy znajduje swoje miejsce. Stają przodem do widowni. Trzy szybkie uderzenia w scenę „raz, dwa, trzy” kończą taniec.
I tak przeplatają się taniec i śpiew, śpiew i taniec. Wszyscy i pojedyncze pary.
Ci od siana idą z polany. Pozostali śpiewają, że ich mało do pieczenia chleba, porywając po kolei siedzących na ziemi, aż w końcu nikt już nie siedzi. Wszyscy tańczą, tworząc jedno kółecko, aż popłynie powietrzem nad halami ostrzeżenie, że warto się zainteresować porzuconymi krowami, bo chyba poszły w szkodę.
W przerwie między zespołami rozstrzygnięcie konkursu na imię dla naszego jeżyka festiwalowego. Od dziś to jest Miecio.
W tle, na ledowym ekranie pojawiają się obłędne pejzaże z dalekiego Meksyku. A na scenie BALLET FOLKLÓRICO XOCHIPITZAHUAT. Tancerze tego zespołu od razu zaczynają mocnym uderzeniem. A właściwie całą kaskadą uderzeń obcasami w deski sceny. Te uderzenia mają swoją nazwę, to zapateado.
Najpierw tańczą parami. Biało-różowe suknie dziewcząt otaczają swoim falami chłopaków. Teraz tylko dziewczyny. Przez chwilę, bo już same chłopaki do zapateado dołączają dźwięk metaliczny, nowy, gdy maczeta uderza o maczetę. Znów razem. Spokojne zakończenie.
W kapeli gitary, skrzypki i wybijająca się ponad inne instrumenty trąbka. Gdy dzieci schodzą, by się przebrać, do instrumentów muzycznych dołącza się ten najdoskonalszy: głos solowy jednego z muzyków. W tle na ekranie dumnie powiewa meksykańska flaga.
Na scenie czterech chłopaków. Znów wszystko aż drży od uderzeń obcasami, choć wydaje się, że istotą ich tańca jest popis żonglerki maczetami tudzież olbrzymimi nożami, co pewnie wychodzi na jedno. Przeplata się więc dźwięk uderzeń metalu o metal i skóry o drewno. Zbiegają i rozbiegają się, by uderzeniem ostatnim, jak ostatnim akcentem zakończyć popis.
Na scenę wracają dziewczęta. Teraz każda w innej barwie. Tańczą do publiczności, lekko falując falbanami spódnic, by po chwili ustąpić miejsca na scenie chłopakom. Znów dźwięk uderzeń butów o deski sceny i maczety o maczetę. Dziewczęta też nie mają pustych dłoni i… głów. Najpierw rekwizytem są wachlarze, po chwili dokładają szklanki na głowach.
Ze śpiewem i tańcem, już w strojach tradycyjnych, świątecznych wraca zespół MAŁY OWCOK z Jabłonki. Śpiewają o rodzimej Orawie i tę Orawę tańczą. W kółkach, parach, ale i w trójkach: jeden chłopak, dwie dziewczyny. Nobliwie, jedno obok drugiego ku publiczności. Muzyka przyspiesza, a oni tworzą trzyosobowe wirujące kółeczka. W końcu we wspólnym kręgu.
Tańce, które między innymi wytańczyły dzieci z Orawy to: Polka krzyżowo, Tyrcipolka, Wróna, Trojok, Jeleniosek.
Na scenę wraca meksykańska kapela, by zagrać najpierw samym dziewczętom w wielobarwnych sukniach, a potem samym chłopakom w czarnych strojach z czerwonymi elementami. W większości występu tańczyli jednak wspólnie. W centrum widowiska grupy BALLET FOLKLÓRICO XOCHIPITZAHUAT znalazły się tańce z regionów Jalisco, Colima i Nayarit. Dynamiczne układy choreograficzne: son, jarabe i huapango.
Wyobraźcie sobie, że prowadzicie cukiernię w Nowym Sączu. Wyobraźcie sobie, że w ostatni pełny tydzień lipca zaglądają do Was dzieci z obcego kraju, co łatwo rozpoznajecie po języku innym niż polski. Wyobraźcie sobie, że jedno z tych dzieci zostawia u Was w kawiarni portfel. Co robicie? Dla właścicieli Cukierni NIKA rzecz była oczywista: kontakt z biurem organizacyjnym ŚWIĘTA DZIECI GÓR. No bo przecież to ostatni pełny tydzień lipca! Jesteśmy w Nowym Sączu. Dzięki tej pięknej postawie jedno z dzieci należących do zespołu meksykańskiego odzyskało cenną rzecz. Bardzo dziękujemy Cukierni NIKA.