Obserwacja

Tak jak w poprzednich latach Kamil Cyganik przygotował krótką refleksję – ideę przewodnią jaka towarzyszyć nam będzie przez cały festiwalowy tydzień.
Już nieraz w artykułach otwierających kolejne foldery ŚWIĘTA DZIECI GÓR powoływałem się na dziedzictwo Marii Montessori. Ta jedna z najwybitniejszych pedagogów ponad sto lat temu odkryła prawdy dotyczące dziecięcych potrzeb, dziecięcego rozwoju, zasad działania rozwijającego się, młodego umysłu. Nie byłoby w tym jeszcze nic szczególnego, gdyby nie fakt, że to, co wiek temu odkryła włoska badaczka, dziś potwierdzają badania mózgu wykonywane najnowszymi metodami. Cała współczesna neurodydaktyka mówi: Montessori miała rację!

A w jaki sposób pani Maria tak celnie wskazała na to, co dla uczących się dzieci jest najważniejsze? Kolejna zaskakująca wiadomość: przede wszystkim wnikliwie obserwując dzieci, którymi ona i jej współpracownice opiekowały się w „Casa dei bambini”, czyli „Domach dziecięcych”, których nie należy absolutnie mylić z naszymi domami dziecka.

Najważniejszym zadaniem nauczyciela Montessori jest do dziś przede wszystkim obserwować dziecko. Pozwolić mu wybrać ze starannie przygotowanego otoczenia ten rodzaj działalności, na jaki w danej chwili wskaże jego pragnienie. I nie ingerować, dopóki nie poprosi, by „pomóc mu coś zrobić samemu”.

Od kilku lat nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ŚWIĘTO DZIECI GÓR podąża za tą myślą.

Prezentacje przygotowane na Festiwal odwołują się zazwyczaj do czasów i miejsc, kiedy – z różnych przyczyn, zwykle społecznych – takie podejście do dzieci było naturalne. Rodzice koncentrowali się na pracy. Nie mogli poświęcić swoim pociechom tak dużo uwagi, by narzucić im, jak się mają bawić. Dziecko z jednej strony pracowało od młodych lat, z drugiej nuda pustych pastwisk, na których tylko krowy czy owce, mobilizowała je do twórczego myślenia, konstruowania zabawek z drewna, instrumentów, tworzenia przyśpiewek, organizowania zabaw grupowych, jeśli w jakimś miejscu liczba dzieci przekroczyła odpowiednią masę krytyczną.

Po drugie, odkąd pamiętam, jedną z najważniejszych zasad, na straży których stała Rada Artystyczna ŚWIĘTA, było: pozwolić dzieciom bawić się na scenie w sposób jak najbardziej naturalny. Chodziło o to, by takie gry jak na przykład „Ulijanka”, „Gąski, gąski do domu”, „Ciuciubabka” czy różne zabawy siłowe nie były reżyserowane, zaplanowane. Niech na scenie dzieje się życie. Niech dzieci się zamieniają rolami, niech nie wiedzą, kto wygra, czy na kogo padnie wyliczanka.

Wreszcie pamiętajmy, że koncerty wieczorne czy prezentacje na Rynku Nowego Sącza to tylko pewna, nawet nie najważniejsza część ŚWIĘTA DZIECI GÓR. Co najistotniejsze od samego początku istnienia nowosądeckiego Festiwalu, to kamractwo, tworzenie relacji. Aktywności, które w tym pomagają, po części są zaplanowane, jak choćby wspólna nauka kamrackich tańców. Jednak generalnie czas, gdy grupy z polski i zagranicy tworzą więzi swoich przyjaźni, nie jest zorganizowany. Kamractwo dzieje się wtedy, gdy nie jest narzucone żadne konkretne działanie. Kamractwo staje się w wolności. I tak ma być!

A wszyscy dorośli, biorący udział w Festiwalu jako widzowie, instruktorzy, organizatorzy, prowadzący warsztaty czy występujący w jakiejkolwiek innej roli, poczujmy, że jesteśmy w sytuacji absolutnie uprzywilejowanej. Mamy szansę robić to, co dla Marii Montessori było najważniejsze, co otwarło dla niej drogę do zrozumienia dziecięcego umysłu: mamy szansę po prostu obserwować.

Nie powstrzymujmy się! Chłońmy nieposkromioną aktywność tych młodych ludzi, a to niech prowadzi do coraz głębszego zrozumienia ich potrzeb.

Kamil Cyganik