Gazdówka w środowy wieczór należała do Podegrodzia i Tbilisi.  MAŁE PODEGRODZIE zaprosiło nas w piękną brzezinę, jakby prosto z Iwaszkiewicza, ale stanowczo radośniejszą i znacznie bardziej pełną życia. Na początek było to życie chłopaków, a w naturze chodoków wiadomo: walka, więc kilku próbuje rozbić mur, a pozostali - jako cegły w murze - rozbić się nie dają, a w naturze chodoków - religijność, choć umiarkowana, więc przyklęknęli przed kapliczką, kapeluszami się pokłonili, a w naturze chodoków - zgrywa, więc się chowają w zagajnik brzozowy, bo dziopy idą.

A w naturze dziop... religijność, już mniej umiarkowana, bo klękają na krótką modlitwę, a w naturze dziop - łzy, bo to jedną już nogi bolą i dalej nie pójdzie, a w naturze dziop - zabawa, ale taka, żeby drugiego poczuć, więc „Gdzie idziecie babko..." rozbrzmiewa, i jedna z zawiązanymi oczami, łapie koleżanki, a jak złapie, próbuje wyczuć, która to...

Przypominamy sobie teraz, że wśród liści brzozowych chłopcy ukryci, a właściwie oni sami o tym przypominają. Krzyk ich i w odpowiedzi wrzask dziewcząt brzmią bardzo autentycznie, zrozumiały jest płacz, tej, co ją przed chwilą nogi bolały, a teraz się zestrachała, bardzo autentycznie wygląda atak jednej ze starszych, na jednego ze starszych, a on, nauczony, że kobiety nawet kwiatem, pokornie przyjmuje burę, a nawet rękoczyn.

Kiedy chwilę później pojawia się kapela, starsza instancja w osobie stryka staje po stronie pokrzywdzonych dziewcząt. Młody chłopak sprytnie bardzo prosi, by na przeprosiny stryk zagrał „Szewca", a stryk daje się wprowadzić (by nie powiedzieć „wpuścić") w tę niezwykłą formę ekspiacji.

Tańce i przyśpiewki, a każdy nowy taniec, każdy nowy śpiew wprowadzony krótkim dialogami między młodymi. Iskrzy złośliwościami „drzes się jak stare prześcieradło,,,", docinkami, pytaniami oczywistymi „czy znasz poleckę, taką nasą?" 

Wszystko kończy się, kiedy stryk mówi, że dość. Młodzi uproszą jeszcze „Krakowiaka", nie zapominają, by przed kapliczką się pokłonić, przeżegnać i w rytm muzyki schodzą ze sceny.

Wszystkie zespoły z Gruzji, i więcej nawet, wszystkie zespoły z tego wschodniego kręgu kulturowego, przyzwyczaiły nas do występów niemal baletowych, tańca na palcach, elementów walk, tętentu kopyt...

AMER-IMERI, (Tu i tam) z Tbilisi złamał stereotypy. Wielogłosowy śpiew, zwykle bez akompaniamentu, tylko czasem bębenek, akordeonik, kobza... Stroje - każdy inny, ale wszystkie w podobnym stylu, powłóczyste, ciemne brązy, ciemna zieleń...  Niektóre z nich mają nawet sto lat. 

Na początek kilka pieśni w różnych układach: wszystkie dzieci, tylko chłopcy, tylko dziewczęta... Tak pięknie brzmi ten najcudowniejszy instrument, głos! Jest zarazem wyrazicielem treści w słowach, jak i akompaniamentem. Jest pieśnią i instrumentem.

Pierwsza część kończy się zabawą, a właściwie zawodami. Najpierw dwóch młodszych chłopców walczy jak koguty: każdy skacze na jednej nodze i tego drugiego próbuje przewrócić, lub przynajmniej zmusić do postawienia drugiej nogi. Ręka zwycięzcy wzniesiona przez sędziego, rywale uściskiem dają sobie znak, że „pełny szacun", a ten, który wygrał, może zatańczyć z małą Gruzinką. Walka starszych już wygląda poważniej. To prawdziwe zapasy z rzutami na deski sceny. Zwycięzca tańczy zwycięski taniec.

Krótka przerwa i... zmiana klimatu

12 września, według kalendarza juliańskiego, kobiety prosiły o pomyślność dla dzieci i o pokój, idąc ze świecami do polnych kapliczek. Na scenie mrok, widać tylko twarze podświetlone blaskiem autentycznych płomyków. Tylko one są źródłem światła. Na koniec prawosławny znak krzyża. I płomyki gasną.

W drugi dzień wesela chłopaki obudzone po zapewne nieprzespanej w całości nocy, dają się wciągnąć - może na przebudzenie - w zabawę. Podążają za przewodnikiem, powtarzając wszystko, co im nakaże, a w ostatnim kółeczku przewodnik pozostaje na zewnątrz, wydaje komendy, ale przeszkadza w ich wykonaniu, siekąc tancerzy po kostkach wierzbową witką. Odpowiedzią dziewcząt jest taniec na podobną melodię, ale już bez elementów wyzwania. 

W kolejnej scenie między tańczącymi pojawia się niedźwiedź, symbol kończącej się zimy, nadchodzącej wiosny. Schowanego pod kobiecą chustą chłopaka tak wyobłapiał, że na śmierć prawie, ale prawdziwą kobietę wziął pod rękę i zszedł ze sceny pod bramą z dwóch brzęczących sztyletów.

Dudy i bęben akompaniują pieśni nawiązującej do historii Gruzji. Jeszcze tylko kilka pieśni, które wykonuje cała grupa i... niespodzianka... Tak wspaniałego „sto lat" zaśpiewanego przez grupę kilkunastu dzieciaków ta widownia jeszcze nie słyszała. Publiczność nie pozostała dłużna. „Sto lat" z kilkuset gardeł na cześć gruzińskiego zespołu, było godnym podziękowaniem za to, że dzieci z Tbilisi zaczarowały nas tego wieczoru swoim śpiewem, prostotą, urokiem...


KAMIL CYGANIK


Fot. Dorota Bielska

 

 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?