Na polanie (również tej koło Chełmca) trzeba być cicho, bo nie usłyszysz, żaby, wiewiórki, ani jeżyka… Na polanie trzeba być strażnikiem ciszy. Po drzewo do lasu wyszedł ojciec z synem. 


Syn: - Tato, po co zbierasz te patyki?
Ojciec: - To nie patyki, to chrust, na zimę. Nie gadaj, tylko zbieraj.


Szczęściem jakaś „stara” (rozumiem, że żona) wyrzuciła z chałupy heligonistę. Szczęściem dla przedstawienia, niekoniecznie dla heligonisty, który ze stoickim podejściem do życia pomyślał i powiedział co myśli: - Wezmę heligonkę, siędę sobie na polanie i pogram. I siadł. I zagrał do „Szewca”, do „Polki”, „Warszawianki”, „Walczyka”. Między tańcami – zabawy.


Dwóch chłopców nie pokopało za długo piłki z gałganków, bo ich ojciec do pracy przy zbieraniu chrustu zagonił. Za to wkrótce razem z dziewczynami bawili się w konopki, a wcześniej dziewczęta też nie siedziały bezczynnie, ale śpiewały i robiły, to o czym śpiewały: „Nazbiromy kwiotków, utroimy głowy…”.
Sielanka na polance zostaje na chwilę zburzona, bo wpadają tacy, co to najchętniej by komuś przylali. Tata interweniuje dając prosty wybór: albo bitka, albo zabawa. Demokratycznie wybrali zabawę. „Cyś ty rada, Cyś ty rada ze swego sąsiada”.


Jak wiadomo w dramacie najważniejszy jest konflikt, i konfliktu, niemal zbrojnego, nie zabrakło, kiedy się chodoki pobiły, o to, kto umie, a kto nie umie śpiewać. Nawet ojcu byłoby trudno ich rozdzielić, gdyby - zapewne intuicyjnie - nie skanalizował (jak to się w psychologii mądrze mówi) agresji, proponując przeciąganie liny, co gładko przeszło w śpiew o chodokach i w taniec.


 Kolejne zabawy: „Kogutek”, pradziadek zbijanego i głupiego Jasia w jednym. Ale i klasyczny zbijany się pojawił. Nabiegała się po scenie gałgankowa piłka.
Słońce zaszło, dzień, polanę, heligonistę i siebie nawzajem pożegnały dzieci z Chełmca ciętą polką. Niby się pożegnali, ale dziewczyny okazały się sprytniejsze. Zostały jeszcze, żeby się pobawić w chowanego. „Oglądnij się w kółko, zgadnij kogo ni ma”. I kiedy kolejna dziewczyna zawiązuje oczy, pozostałe schodzą ze sceny. Pozostała na koniec taka, co to „Znowu sama zostałam”, zezuła buty, obróciła się… a zza kulis para tata i syn wyprowadzili na sznurkach dwie gęsi. „Moje gąski!” zakrzyknęła Marysia, no bo czy to zdanie mogła zakrzyknąć dziewczynka o innym imieniu?


A wrażenie po występie MAŁEJ HELENKI? Zaskoczenie. Na koncercie inauguracyjnym, na prezentacjach, dzieciom ubranym w bogate lachowskie stroje przygrywała kapela, dwoje skrzypiec, klarnet, trąbka, bas. W czwartkowy wieczór mali artyści pokazali się w zwykłych strojach, jadwisiach, płóciennych spodniach i koszulach, kwietnych ale prostych spódnicach, a do tańca, śpiewu i zabawy grała im, ascetycznie, jedynie heligonka. I tylko chorąży i dziewczyna trzymająca tablicę przypominali swoimi świątecznymi strojami, że to dzieci z Sądecczyzny.

Zespoły (taneczny i instrumentalny) UNIQUE Cultural & Educational Institution and JULIA Dance Company rozpoczęły występ od poprowadzonej przez Józka Brodę akademii muzycznej. Prowadzący wywoływał kolejne instrumenty o egzotycznych nazwach i równie egzotycznym brzmieniu, a one meldowały się za koleją. Zapewne nikt nie zapamiętał nazw, ale ważne było, że usłyszeliśmy każdy z nich z osobna. 


Występ dzieci z Tajwanu rozpoczęło to dziwne stworzenie, które już od korowodu budzi ogromne emocje, zwłaszcza wśród najmłodszej części widowni. Zatańczył w towarzystwie dziewcząt z dziwnymi, niepokojącymi maskami w dłoniach. Zszedł mrugając zalotnie do publiczności. Dziewczęta zostały, dołączyły do nich inne z maskami. Niepostrzeżenie maski w ich rękach zostały zastąpione żółtymi płomieniami, bo takie właśnie wrażenie robiły niezwykłe wachlarze.
Solowy popis jednej z dziewcząt, dał czas pozostałym na przebranie. Niezwykłe suknie, białe, a każda z ozdobami w innym kolorze, choć tym samym charakterze i każda z rękawami półtorametrowej długości. Dziewczęta frunęły przez scenę, unoszone – mogłoby się wydawać – skrzydłami rękawów
Krótki koncert grupy muzycznej i znów dziewczyny w nowych kreacjach, biel, róż i czerwień i ciekawe rekwizyty: parasole, kapelusze, maski i laleczki, wszystko lekkie, delikatne, dziecięce, zabawne.


Koncert na bębnach, dobrze już znany z środowego wieczoru, i porannej prezentacji na rynku. Znany, ale wciąż przyjmowany z niemalejącym entuzjazmem. Harmonia rytmu, siła, energia wzmacniana okrzykami i gestami kojarzącymi się ze sztukami walki.
W występie grup z Tajwanu bogactwo instrumentów dorównuje bogactwu strojów. Po scenie płynie teraz powłóczysta zieleń, by przejść w kolejnym tańcu w obcisłą czerwień dopełnioną złotem.
Znów koncert, tym razem na wielki bęben i małe talerze.


W finale wszystkie dziewczęta (poprzednie tańce prezentowały mniejsze grupki) zamieniają się w wielobarwność z przewagą czerwieni z radosnymi, kojarzącymi się z ptasimi piórami ozdoby we włosach.
Występ dzieci z Tajwanu jeszcze długo pozostanie feerią barwi pod powiekami i bogactwem dźwięku w uszach. Radością dziecięcą w sercach.


Kamil Cyganik

 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?