W środowy wieczór wołaliśmy za Józkiem Brodą, że nadzieja jest jak mama i tata, tak pewna. I że jest to dobra matka, a jej dzieci wcale nie są głupie.


SERDOCKI
Kolejny zespół, który szuka nie tylko tożsamości regionalnej, w tym przypadku orawskiej, ale również bardziej zawężonej tożsamości rodzimej wsi - Podszkla. I jest to dla nich, dorosłych mieszkańców naturalne, mają poczucie misji, której nie mogą zaniechać. Nie mogą sobie pozwolić, żeby ich dzieci dopiero kiedy dorosną, dowiadywały się, że nie są Podhalańczykami, ale Orawianami. Znaleźli stroje charakterystyczne dla ich wsi i specjalnie je uszyli. Szukają od nich tylko pochodzących zabaw i zwyczajów, i kultywują to, co znajdą. Podszkle jest wsią graniczną, należy do niewielkiej polskiej enklawy orawskiej. Reszta Orawy to już Słowacja. Ale ta granica nie przeszkadza, wspólne korzenie zbliżają, pozwalają się razem spotykać, występować, bawić.
Zawitaliśmy więc tego środowego wieczoru pod Babią Górę. Na św. Jana w ten najdłuższy dzień dorośli pozwalali w podzięce za całoroczne pasanie pobawić się dzieciom i w zabawie odpocząć krzynę.


Polana pięknie przyrychtowana, a chłopców jeszcze nie ma. I bardzo dobrze, bo jak przyjdą, to się dziewczętom bawić nie dadzą. No i tą jedną zabawę udało się płci pięknej zapodać: „Syjemy Kosorecek żeby małe dzieci cicho w nim siedziały.” Chłopcy przyszli i… jak to chłopcy, ruch ich istotą, więc w ruch puszczają obertasek, czyli takiego dziadka karuzeli. A jak karuzela, to i dziewczęta skorzystają i przysiądą na wirujących belkach.
Teraz już niedługo trza czekać na muzykę. Taniec. W tle, a czasem i w pierwszym planie dziewczynki wożą się w małym wózku, inna kroi chleb, chłopak próbuje ślizgać się na korze. Są jeszcze dziewczęta wijące wianki, skaczące na skakankach. Dzieje się na scenie. Przed czardaszem zabawa w bąka, długa wyliczanka pytań i odpowiedzi, jak dobre ćwiczenie mnemotechniczne. Znów taniec, znów nie wszyscy tańczą, ale nikt nie stoi bezczynnie. Małe dziewczynki kręcą się na obertasku, chłopaki trenują celność, wrzucając szyszki do kapelusza (trudniej) albo do kosza wiklinowego (łatwiej).
Nie mogło zabraknąć piosenki o ławie na Orawie i ożenku tej ostatniej.


Z rozmachem, niemałą odwagą i sprawnością dzieci z Podkszla poprowadziły ślizganie na korze. Nie było tak spokojnie jak kilka lat temu. Wszyscy wpadali na siebie, przewracali, łomotali portkami o scenę, i spódnicami też, a wszystko z tak ogromnym zaangażowaniem, że pewnie co wrażliwsze serca na sali zabiły mocniej.


Zapłonęła watra, dym poszedł w niebo. Dwóch chłopców pożyczyło skrzypce od muzykantów i dali koncert prawdziwy. Znów piękny obrazek, kiedy wszyscy zmęczeni siedzą na łące, jedzą, piją a młodsi wypełniają tę przestrzeń muzyką.
Zwieńczenie zabaw – popisy w strzelaniu z bata. Nie raz huknęło zdrowo, kiedy bat frunął w powietrzu, przekraczając prędkość dźwięku, i przechodząc z rąk do rąk coraz lepszych „strzelaczy z bata”.


Pódźmy już du domu… Mogą iść. Do domu i na każdą estradę dziecięcego folkloru. Bo u Orawian z Podszkla – na bogato.

 


DETI GOR
Władykaukaz. Osetia Północna. Część wielkiej Federacji, jednak nie biało-niebiesko-czerwona flaga weszła z tablicą, ale biało-czerwono-żółta. Mają więc Osetyńczycy głębokie poczucie odrębności narodowej.


DIETI GOR – ponoć podejrzewały, że to na ich cześć Festiwal w Nowym Sączy nazywa się tak a nie inaczej. To ciekawe. Niejeden z nas zapewne (np. piszący te słowa) zastanawiał się, czy to oni nie przyjęli nazwy w nawiązaniu do nowosądeckiego Święta.


Pierwszy taniec dostojny. Dziewczęta jak królewny owiane bielą i różem sunął u boku chłopców w bieli, czerwieni i czerni. Małymi krokami, powoli. I rozpływają się na boki, by oddać scenę we władanie niepodzielne jednej tylko party: dziewczyny w czystej bieli i chłopca w czerni.
I ten właśnie chłopiec już w kudłatej czapce rozpoczyna taniec męski. Wypięte klatki piersiowe, silne wyrzuty ramion, taniec na samych palcach, wykopy, okrzyki. Niemal fizycznie można doświadczyć testosteronu płynącego wartkim strumieniem ze sceny. Popisy dwójkowe, i w trójkach, i solo…
Chłopcy schodzą wśród owacji publiczności. Scenę opanowują dziewczęta, głęboka żółć miesza się z soczystą zielenią i elementami czerwieni, a powietrze wibruje krzykiem i piskiem (który – zdaniem dziewięcioletniego Roberta - jest specjalnością dziewcząt z Osetii).


I znów chłopcy. Zabawa stylizowana na taniec, lub taniec stylizowany na zabawę. W centrum jest teraz zepsuta piłka do siatkówki. Współczesna piłka. Dziewczęta prezentują taniec stylizowany na pracę czerpania wody, lub czerpanie wody stylizowane na taniec. I przy tych dzbanach wreszcie obie grupy się znów spotykają. Dziewczyny chwilę dają się namówić na wspólne popisy taneczne. W końcu jednak poczucie obowiązku każe im wziąć dzbany i zejść ze sceny. Chłopcy ostentacyjnie machają na nie rękami i wracają do zabawy z piłką. Jak w życiu, chciałoby się powiedzieć.
Zadrżały serca publiczności. Arsen wszedł uzbrojony w 20 noży, które w różnych konfiguracjach wbijały się przez kolejne minuty w deski sceny. Po jednym, po dwa, po trzy, po sześć. Z tyłu, z przodu, z boku…


Jak klamrą, występ DIETI GOR zakończył taniec, który był na początku. Tym razem pojawiła się jednak piramida (na którą czekał dziewięcioletni Robert), gdy połowa chłopaków zawirowała stojąc na ramionach drugiej połowy chłopaków.
Zakończenie z przytupem i okrzykiem.


Kamil Cyganik

 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?