Pytanie na dziś, to właściwie nie pytanie. Stwierdzenie raczej, spokojnie, bez wykrzyknika: „Jak ja żyję”. Józek Broda wylicza, że to już trzeci dzień naszych spotkań i zaprasza do pięknej doliny w gminie Maków Podhalański w powiecie suskim. Witamy burmistrza Pawła Salę z małżonką, Stanisława Kozieła, sołtysa Juszczyna. Jest również farosz, proboszcz ks. Tadeusz Bogdanik.


„Ważne, żeby piastować w sobie dziecko, bo każdy jest dzieckiem Ponbócka.”
„Jafery, jafery, w jaferzysku gady…” śpiewa dziewczyna i zaszywa worek na ziemniaki. Rzecz bowiem dzieje się na kartoflisku, podczas wykopków. Małe dzieci bawią się lalkami, patykami, kilkoro z nich kobieta z motyką prosi o pomoc.
Kiedy matka idzie podoić, na kartoflisku zjawia się duża grupa starszych dzieciaków idących z grzybobrania. Gospodarują na scenie: z lewej strony - grupa ustawia watrę, w  środku chłopaki grają w kamyki, z prawej - najmłodsze dziewczynki bawią się lalkami. W tle: Gąski, gąski do domu, Ulijanka, Goniony, Ciuciubabka… cały sztafaż prazabaw.


Znów tradycyjnie pojawia się muzyka, ale w nietradycyjnej postaci. Na scenę wchodzi jeden chłopak z heligonką. Jedna przyśpiewka, jeden taniec i.. już tradycyjnie: troje skrzypiec, małe basy grają na kartoflisku pod Babią Górą.
Krótko zagrali, widać spieszyło im się i poszli. Dzieciaki zostają i… dzieje się na scenie! To trzeba przyznać. Istna olimpiada: chłopaki pokazują umiejętności akrobatyczne, skaczą przez patyk, fikają koziołki, walczą jak zapaśnicy… Dziewczęta się dziwują.
Niespodziewanie wraca kapela. Pewnie była na stronie. Znów wspólne tańce… Chłopaki zbójnickiego mogliby tańczyć i tańczyć, kie by nie krowy. W koniczynę poszły i… zabawa się skończyła.
Czarnogórcy teraz chcieliby już tylko tańczyć i śpiewać i wraz z innymi niezawisłymi krajami, cieszyć się swoją Ślebodą. Ale nie zawsze tak było.
Guśle. Nie było domu, gdzie przy dźwiękach tego prostego, ale bogatego w symbole instrumentu, ojcowie nie opowiadaliby swoim synom, jak być mężczyzną. A być mężczyzną, znaczyło wtedy iść na wojnę i walczyć o wolność z taką chęcią i łatwością, z jaką współcześni mieszkańcy Podgoricy idą na dyskotekę.


Guślak śpiewa… choć nie rozumiemy słów, to jego straż przyboczna (dwie dziewczyny jak topole), oraz szpaler stojących w milczeniu dziewcząt i chłopców, przekonują nas, że wielkiej wagi słowa płyną ze sceny.
Guśle to tylko trochę drzewa jaworowego, skóry koźlej i jedna struna. Ale jest na nich wyrzeźbione godło Czarnogóry, dwugłowy orzeł, wyżej patrzy z nich św. Piotr Cetyński, czyli Piotr I Petrowić-Niegosz, władca, który poprowadził 3-tysięczną armię Czarnogórców przeciwko 20-tysięcznej armii tureckiej. I zwyciężył, dając na przełomie XVIII i XIX wieku wolność Czarnogórze. U szczytu gryfu – orzeł, choć czasem jest tam głowa kozła. Po drugiej stronie, czego nie widać, znajduje się płaskorzeźba kaplicy, gdzie obecnie znajduje się mauzoleum Piotra II Petrowić-Niegosza, władcy, następcy Piotra I, ale i wielkiego poety Czarnogóry.


Gdy milknie śpiew guślara, scena zaczyna się mienić czerwienią, bielą, zielenią. Kolory nie bez znaczenia. Kiedy Czarnogóra chyliła dumny kark pod tureckim jarzmem, ten zestaw barw był zakazany. Dziewczęta i chłopcy płyną przez scenę… punktem kulminacyjnym tańca, jest góra, jej symbol, który tworzą młodsi chłopcy, stając na ramionach starszych. Nie ma chyba drugiego takiego państwa, tak w swej nazwie, jak i nazwie stolicy mającego odniesienie do gór.
Większa grupa schodzi ze sceny. Pojawia się trzech chłopaków. Obraz nieco humorystyczny. Białe spodnie i koszule, czarne kamizelki i kapelusze. Żywy skoczny taniec, między trzema, wbitymi w scenę nożami.
Znów przejmujący śpiew guślara Stefana.


Występ zespołu CRVENA STIJENA, czyli „Czerwonej skały” kończy delikatny, wdzięczny taniec, głównie w parach. Czerń kłania nam się ze sceny. Brawa…


*****
POWIEDZIELI:
ROBERT: - Podobał mi się taniec, w którym śpiewali i kręcili się w kółko haczykiem. Podobało mi się, jak chłopcy pokazywali swoje niezwykłe umiejętności.
Podobało mi się, jak ten chłopak przebiegał z mieczem dookoła. I jak chłopcy w jasnozielonych pelerynach kucnęli i się złapali dłoniami za ramienia, a potem chłopcy w czerwonych pelerynach weszli na ich ramiona, na chłopców z jasnozielonymi pelerynami.
Podobało mi się, jak ci trzej chłopcy ubrani na galowo, jakby się bawili w pociąg, który jedzie po torach, na których są kamienie.
I jeszcze mi się podoba ten instrument z drzewa jaworowego, który jest podobny do gitary i tam, gdzie gitara ma zmieniacze dźwięku strun, ten instrument ma orła.

ARTUR: - W polskim zespole najbardziej podobały mi się zabawy, urzekające prostotą. Niektóre z nich bawią małe dzieci do dzisiaj np. zabawa w lisa albo berek, którego podczas występu nazywali „gonionym”. Bardzo mi się podobały stroje, ponieważ pokazywały, jak dzieciaki ubierały się wtedy. To były ich ubiory codzienne.
Zespół Czarnogórski – praktycznie cały występ mi się podobał, a zwłaszcza występ trzech chłopców, którzy tańczyli wokół noży. Ich ubiór składał się z czarnego kapelusza, białej koszuli, czarnej kamizelki i białych spodni. Bardzo podobała mi się też gra na instrumencie, który nazywał się… nie pamiętam jak, ale bardzo podobała mi się melodia, która wybrzmiewała. Podczas tańców mężczyźni wytworzyli konstrukcję, która symbolizowała górę.


Kamil Cyganik

 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ       Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego       CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?