Niewiele podróżowali i jedni i drudzy. Przyjaciele z Czech, bo działają od niedawna, zaledwie 10 lat. Znaleźli uznanie na kilku czeskich festiwalach, zajrzeli do Włoch i Chorwacji. W Polsce są po raz pierwszy, ujęci za serce Świętem Dzieci Gór, jego organizacją, atmosferą.


Zespół z Nowego Bystrego działa ponad dwa razy dłużej niż OKŘEŠÁNEK, przez jego szeregi przeszło już kilka pokoleń dzieciaków, które potem zasiliły starsze zespoły, a jednak tylko raz udało im się wyjechać za granicę. Ale za to do Włoch, do Jana Pawła II. Teraz mają nadzieję na kolejny wyjazd, do kamrackiego zespołu za dwie miedze.


„Dobry wieczór”, oj dobry, dobry. Słońce wieczorne wyszło na nowosądeckie niebo. A z estrady i widowni: „By człowiek z człowiekiem był bratem na wieki” - dobre słowa na dobry wieczór.
Obok sceny trzy pytania, jedno duże, znaczy ważniejsze: „Jak ja żyję?”, z drugiej dwa mniejsze, jakby uzupełniające: „po co?”, „na co?”
Opiekę nad MAŁYMI BYSTRZANAMI sprawuje Związek Podhalan, dlatego ciepłym, kapłańskim okiem występ grup z Nowego Bystrego i Czech obserwował nasz niedzielny kaznodzieja Ks. dobrodziej doktor Stanisław Kowalik, oraz członek zarządu ZP, Wojciech Zubek. Na widowni byli także wicestarosta zakopiański Andrzej Skupień oraz wicewójt Andrzej Buńda.


„Jakie ja mam zielone borówki, a ty mas takie duże…” dwie dziewczynki zbierają dary lasu, ale też ile można zbierać, więc jak się tylko pojawia okazja w postaci innych dziewcząt, co by sobie pośpiewać, to… „Hej nie będę ja pasła, za łyzeckę masła…”, ale też ile można śpiewać? Ulijanka ciekawsza. Ale babska, więc jak wchodzi na scenę kilku chłopaków, trza zmienić. „Połka, zopołka, dwa kije…” i dalej już wiadomo. Żeby się tylko sprawiedliwie podzielić krzaczkami. I uważać na borówki w bańce. Jeden chłopok nie uważał i sprawa się… sypła. Konflikt zażegnany dzięki… „królowi”, z kilku gałęzi i chusty robią dzieci prababkę piłki i grają w pradziadka zbijanego.


Muzyka idąca z odpustu, z Bachledówki łaskawie, bo muzyka ma łagodne obyczaje, zgadza się zagrać dzieciskom. Najpierw tańczą dziewczęta, potem chłopcy, przyśpiewka, i malutka para ujmuje widzów wspólnym tańcem, znów przyśpiewka, znów dziewczęta, znów para. No i znaną już koleją wchodzą starsi, idący z tego samego jarmarku. 


„Tak się wam spieszyło, a teraz tu gracie… ale to zagrajcie, ja też zahulam.” Mówią, że nikt tak nie zatańczy, kto się nie urodził w cieniu Tatr.
Jak pięknie mienią się dziewięćsiły na gorsetach podhalańskich dziewcząt. Rzewny śpiew łamie radosną atmosferę i pozwala chłopakom przygotować się do zbójnickiego. Jak należy: z kijami, nie z ciupagami, bo to chłopcy.


Wszyscy schodzą ze sceny. Najmłodsze dziewczęta ze śpiewem o zachodzącym słoneczku. Na końcu muzyka z… muzyką.
„Dziecka z Trebicz opowiedzą, że do sianokosów trzeba się przygotować… Każdy ma swój kąsek roboty… Bo najlepiej z rana z rosą ciąć trawę kosą…”
Na środku dwa trakacze. Na jednym z nim czapki chłopaków. Właśnie grupa męska z kijami, jako instrumentem perkusyjnym, wchodzi na scenę. Spokojny, chodzony taniec. Co kilka kroków uderzenie kijami o deski sceny. „Uderzyć w ziemię” tak w wolnym tłumaczeniu nazywa się również najdziwniejszy instrument w czeskiej kapeli. Połączenie talerzy, dzwonków, tamburyna, i bliżej nieokreślonego instrumentu strunowego.


Chłopaki wwożą na wózku małą dziewczynkę, wpadają dziewczęta. Rozwija się mówiono-śpiewana rozmowa, zakończona wspólnym tańcem w parach. Po chwili znów wyśpiewany dialog. Młodsze dzieciaki udowadniają, że muzyka drzemie wszędzie. Również w drewnianych łyżkach.
A wszyscy udowadniają, że zabawy nie znają granic. Łatwo przetłumaczyć jedną nich: „Koło młyńskie, za cztery ryńskie”.


Seria spokojnych, bardzo spokojnych zabaw-tańców i w końcu chłopaki chwytają za kosy, a dziewczęta za grabie, ale to cały czas jest taniec, trochę stylizowany na pracę. Klepanie, ostrzenie kos ma wymiar raczej muzyczny, grabie stają się elementami układu tanecznego dziewcząt. Zapewne rozluźnieniu po pracy służy zabawa zręcznościowa, czyli przekładanie kapelusza ze swojej czupryny na głowę towarzysza.
Pieśń na pożegnanie dnia pracy, i publiczności nowosądeckiej.


*****
POWIEDZIELI:

ROBERT (lat 7): - Podobało mi się, jak jeden chłopiec na taczkach wiózł drugiego i jak dziewczyny przymierzały sobie wianek, a potem tańczyły w kółku. I jak weszły te starsze. Podobał mi też się taniec, w którym chłopcy podnoszą kije i tupią chodząc. Podobało mi się, jak chłopcy i dziewczęta grali na łyżkach. A potem patyczkami przypukiwali kosy.


ARTUR (lat 14): - Jeżeli chodzi o Polaków najbardziej podobały mi się tańce z ciupagami-kijami, kiedy chłopcy brali ciupagi i uderzali nimi o ciupagi kolegów z boku. Podobał mi się także taniec, w którym chłopcy wybierali sobie partnerki. U Czechów podobał mi się taniec z kijami, a także koszenie trawy. Podczas pierwszego chłopcy uderzali kijami o ziemię czyniąc hałas. Podczas drugiego tańca dziewczęta i chłopcy kosili trawę, co było pokazane symbolicznie.


Kamil Cyganik

 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?