DZIEŃ ORMIAŃSKO-LACHOWSKI

Do południa wyskoczyli sprężyście na słoneczną scenę. Najpierw chłopcy. Bojowi, zamaszyści wojownicy. Zapraszają swoje panny, ale nie po to by je wziąć w tany, ale by się przed nimi popisać zręcznością. Taki rytuał, taki obyczaj.


- Taniec zawsze oddaje życie, odświętne i codzienne, myślenie o świecie, wielowiekowo ugruntowane zachowania - tłumaczy założyciel i kierownik artystyczny ormiańskiego zespołu Murad Hakobyan. - Na przykład mamy taki taniec, w którym dziewczynę otaczają młodzieńcy, nie podchodzą do niej. Jest ubrana na biało. To wcale nie znaczy, że idzie do ślubu. To u nas może symbolizować czystość, niewinność. Po okręgu stoją na straży, by ją pilnować jej bracia, inni członkowie rodziny. Zwarci, ręka przy ręce, noga przy nodze. Bo my jesteśmy powciskani między góry. W ukraińskich tańcach, cygańskich, które także pokażemy, jest przestrzeń stepów, wolność, której nam przez setki lat brakowało.


Taniec w Armenii ma dwa i pół tysiąca lat historii. Odbija ją niczym lustro. Śniadzi chłopcy szybko zmieniają stroje za sceną, na coraz barwniejsze, pomagają sobie wzajemnie dopiąć pasy, poprawić cholewy butów, ułożyć na ciele barwne bluzy. Muskularni jak okalające ich góry, jak święta góra Ararat, którą widzą z okien domów w Erewaniu. Jest już po tureckiej stronie, ale przecież niedaleko, zaledwie 37 kilometrów.


Po porannym koncercie przechodzą na bębniąco, jak wszyscy, na lody, a potem posiedzieć przy mineralnej na plantach w „Spóźnionym słowiku". Tu Murad przed kamerą opowiada po rosyjsku o zespole. Liczy on w sumie z tymi, którzy zostali w Erewaniu, 140 osób. Jedna z największych grup tanecznych w kraju, pod opieką centrum kultury przy Ministerstwie Obrony Narodowej Armenii. Dzieciaki już się zdążyły poznać z podegrodzkimi. Razem byli w Podegrodziu w skansenie u Krzysztofa Bodzionego. Dogadują się. W Armenii bardzo popularne imiona chłopców to Gagig, Aszot, Tigran. To ostatnie od rzeki Tygrys. Wśród dziewczynek, Ani, czyli odpowiednik polskiego imienia Ania. Ani to także nazwa jednej z trzynastu miast armeńskich, które przez wieki były stolicami. Jeden z ich tańców, który pokazali wieczorem, to artaszot, także od nazwy takiego miasta. Wieczorem urzekli sądeczan żywiołowością, dyscypliną i dynamicznością ruchu. Przetoczyli się jak halny przez scenę. W każdym tańcu inni. Pod koniec zlani potem, ale radośni. Brawom nie było końca.


„Małe Podegrodzie" wniosło trochę oddechu, wyciszenia, spokoju, potrzebnej swojskości, dla oszołomionych widzów. Opowiedzieli na scenie jak to zwyczaje ludowe przechodzą z pokolenia na pokolenie. W widowisku wzięło udział dwoje starszych, z dorosłej grupy „Podegrodzia", Józef Koral i Janina Lorczyk. Pani Janina wystąpiła w roli mamy, która uczy dzieci jak się robi wianki na Boże Ciało. Takie wianki suszy się potem na strychu i służą jako lecznicze zioło dla ludzi i zwierzęcej gawiedzi. W nagrodę po sprawnej nauce, kapela wszystkim przygrywa. Ojciec z matką tańcują przed dziećmi, by i tego się uczyli.


Po koncercie wieczornym tradycyjna degustacja potraw. Ormianie przygotowali dołmę, rodzaj naszych gołąbków, z nadzieniem warzywnym, otulonych liśćmi kapusty, albo, uwaga, winogron. Upiekli tez chleb cieniutki, jak kartka papieru, którym kiedyś wędrowcy owijali się, by mieć wolne ręce. Przypomina macę. Taki chleb przed jedzeniem moczy się wodą, by zjędrniał i się odświeżył. Podegrodzka kuchnia serwowała kapustę z grochem, serowy kołacz i chleb z masłem, prosto z masielnicy.

 
 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?