POŻEGNANIE

Eucharystii przewodniczył i homilię głosił ks. Kazimierz Markowicz. Nawiązał w swoim słowie do hasła tegorocznego festiwalu „Dziecko światłością świata". Dlaczego tak jest? Bo w niewinnych oczach dziecka można zobaczyć odbicie Boga, a Jezus mówi, że jak się nie staniemy jak dzieci, nie wejdziemy do Królestwa Niebieskiego.

 

Dla parafii św. Małgorzaty ta niedziela była wyjątkowa. Zaczął się odpust Przemienienia Pańskiego, a ksiądz Andrzej Jeż oficjalnie stawał się w tym dniu nowym proboszczem.
Na zakończenie mszy, podczas ogłoszeń parafialnych ksiądz Andrzej zachwycił się, patrząc na zgromadzony, wielobarwny tłum dzieci, różnorodnością Boga. „...zauważamy w kontekście festiwalu Dzieci Gór, że różnimy się, że każdy z nas jest niepowtarzalny w tym niepowtarzalnym pięknie kultury. Dzisiaj, kiedy środki masowego przekazu tworzą ze świata jedną wielką globalną wioskę, ale czasem równocześnie spłaszczają rzeczywistość, trzeba abyśmy pięknie się różnili. Dzięki tej różnorodności możliwa jest osobowa, kulturowa wymiana. A na pograniczu życia kulturowego i religijnego zawsze może powstawać coś nowego, twórczego."

 

Organizatorzy „Święta Dzieci Gór" postanowili obdarować nowego pasterza w sposób szczególny. Ks. Andrzej otrzymał wizerunek Przemienienia Pańskiego podpisany przez przedstawicieli wszystkich zespołów tegorocznego festiwalu, Radę Artystyczną oraz pracowników MCK „Sokół", ze specjalną dedykacją:
Duch wieje kędy chce. A Ciebie drogi Księże przyniósł halnym wiatrem do stóp Beskidu. Szczęść Boże!
My, z naszych szczytów, dolin, połonin, grani ślemy ku Tobie pozdrowienie, obiecujemy modlitwę, prosimy o błogosławieństwo i gościnę podczas naszych kolejnych Świąt.

 

Obraz wręczył dyrektor festiwalu Antoni Malczak, Józef Broda na cześć nowego proboszcza zaintonował festiwalową pieśń:
W Betlejemie Bóg miłość obudził,
Zesłał ludziom Synaczka swojego,
Od tej chwili pamiętaj człowiecze
Bóg najbardziej potrzebuje ludzi.
Potrzebuje mnie
Potrzebuje ciebie
Potrzebuje nas
Potrzebuje cały świat.


Po mszy zespoły wybiegły przed ratusz - to ostatnie spotkanie z miastem, które na osiem festiwalowych dni stało się ich domem.
Pod ratuszem zdjęcie. Wszyscy uczestnicy, organizatorzy, cały festiwal na jednej, rodzinnej fotografii. Niełatwo było ją zrobić - dzieciarnia rozbawiona, tłum ludzi, którzy nie tylko pragnęli bawić się z festiwalową rodziną, ale także popróbować lokalnych specjałów, bo jednocześnie na Rynku trwał półfinał Małopolskiego Festiwalu Smaku...

 

A wieczorem... ostatni już koncert...

Dudy. Niepowtarzalny, charakterystyczny dźwięk ogniskuje naszą uwagę na Józefie Brodzie, ale jedynie na moment. Mała skrzypaczka ukraińska śpiewa swoją piosenkę o weselu ptaków. Ta piosenka przypomina trochę zaśpiewy mamy, która chce uspokoić płaczące niemowlę. Mała dziewczynka jest jak ptasia pasterka. Wokół niej biegają jasno ubrane dzieci z piszczałkami, fujarkami, okarynami. Prawdziwie skrzydlate stado.

 

„Pa... sie... sioj!" śpiewa Józef i po chwili wszystkie dzieci, ale jest to pieśń niepokoju. Meksykański szaman wnosi płomień, wojownik wprowadza szamoczącego się chłopca. Zamierają wszyscy, którzy byli na piątkowym koncercie wieczornym. Bębny. Dźwięk sięgający trzewi, tak mocny, że może odebrać zmysły. Czerwona postać wznosi nóż i miseczkę, do której za chwilę spłynie ofiarna krew. Dzieci-ptaszki są przerażone. Jak zahipnotyzowane patrzą w narzędzie ofiarne. Bębny coraz głośniej. Coraz szybciej. Szaman dmie w muszlę. Bębny. Czerwona postać wznosi nóż. Naprężą się. Uderz...
NIE!!! Ze wszystkich małych gardziołek na scenie. NIE! NIE! To NIE jest jak huragan, który zwala na ziemię niedoszłego kata i trzymającego ofiarę wojownika. Bębny milkną. Klarnet „śpiewa", że „potrzebuje mnie, potrzebuje ciebie...". Dzieci próbują rozwiązać chłopca, który błędnym wzrokiem szuka potwierdzenia, że to prawda, że jego serce wciąż jest w piersiach, wciąż bije. Więzy są zbyt mocne. Dzieci potrzebują dorosłego. Józef Broda, śpiewając, że „W Betlejemie Bóg miłość obudził, zesłał ludziom Synaczka swojego...", rozwiązuje chłopca i oddaje go gromadzie.

 

Zaczyna się terapia. Przecież ten chłopiec przeżył coś niewyobrażalnego. Spojrzał w głębokie oczy śmierci, a nie jest to przecież widok dla dzieci. Teraz inne uczą go gestu „Jestem, mam, dam" albo inaczej: „Narodziłem się, wybrałem Boga, dotykam świata". Teraz ocalona jest też dusza chłopca.
Ale czy pełna byłaby miłość „obudzona w Betlejemie", gdyby tymi samymi oczami nie popatrzyła na kata? Dzieci pomagają wstać również wojownikowi i czerwonemu oprawcy. Wprowadzają ich w swój krąg. Uczą, jak dotykać, a nie ranić, nie zabijać.

Wszyscy śpiewają tę prawdę, że jesteśmy sobie nawzajem potrzebni. Więcej! Prawdę niemal paradoksalną, że jesteśmy potrzebni Bogu. Wszyscy!
„Potrzebuje ciebie, potrzebuje nas, potrzebuje cały świat! Potrzebuje otwartą dłoń... Potrzebuje... Pokażcie otwarte dłonie! Otwórzmy te dłonie! Dorośli, otwórzcie dłonie! Pokazujmy dzieciom, że dłoń może być otwarta. Przyjaźń, kamractwo, tak jest opisany cały tydzień. Pierwszy dzień, to przeca kamraci Rumunia i MAŁA HELENKA, Rumuni i małe Lachy! Hej, hej!!!"

 

Zawołanie Józka Brody i odpowiedź publiczności otwierają drugą część finałowego koncertu XV „Święta Dzieci Gór". Tańce kamrackie. Ćwiczyli je przez cały tydzień. Kamraci nawzajem uczyli się swoich kroków, melodii, czasem słów. I teraz po scenie płyną: Rumunka z Lachem, góral z Portugalką, Podgórzanka z Czechem, Krakowianin z Łotyszką, Ślązaczka z Meksykaninem, góralka z Ukraińcem. Kapele zmieniają się płynnie, z lewej wchodzą polskie, z prawej kamrackie, z zagranicy.

 

Gdy scenę opuszczają górale podhalańscy i dzieci z Ukrainy, przed widzami przechodzi defilada przedstawicieli wszystkich zespołów. Niosą tablice z nazwami, flagi narodowe, barany z Cepelii, duże oprawione fotografie spod nowosądeckiego zamku, kosze pełne słodyczy i pluszaki. Wchodzą na scenę machając do publiczności. Teraz Józef Broda zaprasza do mikrofonu dyrektora, a zarazem pomysłodawcę Święta Dzieci Gór, Antoniego Malczaka.
„Dziękuję, że przez cały tydzień ciężko pracując, otaczałyście nas swoja miłością i przyjaźnią". Po tych słowach płyną podziękowania, dla wszystkich, dzięki którym festiwal mógł się odbyć, i dla tych, którzy czasem tylko dobrym okiem patrzyli na przedsięwzięcie.
Po części oficjalnej - indywidualne prezentacje. Wszystkie zespoły kolejno na kilka minut anektują scenę, by przypomnieć nam jeszcze raz, jak przebiegał ten tydzień. Mocno chcą wpisać się w nasza pamięć. Czy im się uda?

 

Gdy Ukraina kończy swój występ, na scenę „wjeżdża" pociąg „z daleka, który na nikogo nie czeka". Dzieci biegają po scenie i wokół niej, śpiewają. Potem polka w kółeczkach. Wszyscy siadają. „W Betlejemie Bóg miłość obudził..." Kiedy padają słowa „Potrzebuje cały świat!" kilkaset dłoni unosi się w górę.


Nowy Sącz żegnamy piosenką, która kilkadziesiąt minut wcześniej „sprowadziła" ze sceny defiladę:
„Hej Nowy Sącz!
Miasto należy do dzieci.
Bo kiedy tu Dzieci Gór tańczą, śpiewają,
to świat ten radością zaświeci!"

Niech zaświeci... Niech świeci...

 

Kamil Cyganik

 

 
 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl 


Polityka prywatności
 

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?