Niesieni hejnałem

MYSTKOWIANIE zwiedzili we czwartek rano krakowskie ZOO i o 12.00 spotkali się z pozostałymi trzema zespołami mającymi w tym dniu koncertować na Małym Rynku na stołówkach przy ul Oleandry.

W Sali Portretowej Urzędu Miasta Krakowa po godzinie 14.00 zjawili się w strojach regionalnych przedstawiciele zespołów LOLA z Bośni i Hercegowiny, MYSTKOWIANIE i MALI JASTRZĘBIANIE oraz SMP AL. IZHAR PONDOK LABU z Indonezji, ich kierownicy i muzycy.

W drodze do Magistratu zaginął jeden z członków kapeli bośniackiej. Spotkanie zaczęła więc kapela Lachów z Mystkowa: „Skorośmy się zeszli, to nam śpiewać trzeba...", a że śpiew jest dobry na wszystko, w trakcie występu Mystkowian „zguba" odnalazła się dzięki pilotowi i kolegom z zespołu.

Współorganizatorem dnia krakowskiego jest Centrum Młodzieży im. Henryka Jordana dlatego gości przywitała pani Anna Korzonek Wicedyrektor tej instytucji. Podzieliła się też nadzieją, że dzień krakowski na stałe wpisze się w program Święta Dzieci Gór.

Gospodarz spotkania, pani Marta Patena Wiceprzewodnicząca Rady Miasta wyraziła radość, że Kraków wpisał się na listę organizatorów. Królewska stolica jest co prawda miastem raczej nizinnym, ale tym bardziej raduje się ze współuczestnictwa w górskim święcie dzieci. W imieniu Rady Miasta pani Patena zaprosiła wszystkich, zwłaszcza gości z zagranicy, by odwiedzali Kraków nie tylko w ramach Festiwalu. Zapewniła o serdeczności, jaką Kraków obdarza wszystkich gości.

Antoni Malczak serdecznie podziękował, że możemy gościć w stolicy województwa. Kraków nie będąc miastem górskim, jest stolicą regionu górskiego, to przecież tu są największe góry w Polsce. Dyrektor festiwalu zapewnił, że będzie się starał, by Dzieci Gór mogły zawsze gościć w Krakowie, opowiedział o formule festiwalu i przedstawił goszczące w Krakowie zespoły. Zaprosił panią wiceprzewodniczącą na koncert finałowy w niedzielę.

Zagrała kapela z Bośni i Hercegowiny. Smutno, rzewnie, bałkańsko... i weselej, skoczniej... pięknie. Gdy umilkła nuta znad Adriatyku, nuta pogórzańska z Jastrzębii, najbliższa stolicy regionu, wypełniła Sale Portretową.

Pani Marta Patena opowiedziała gościom o budynku magistratu, zwróciła uwagę na kilka ciekawostek w Krakowie: ma ok. 800 tys. mieszkańców ale w roku akademickim jest jeszcze 200 tys. studentów, co czyni Kraków miastem NIEMAL milionowym, miasto ma największy w Europie rynek i największą łąkę w centrum, a jego hejnał ma zostać opatentowany. Goście zostali zaproszeni do zwiedzenia w tym dniu przynajmniej Rynku Głównego i Drogi Królewskiej.
Na koniec znów zagrały Lachy z Mystkowa, Pogórzanie z Jastrzębii i wymieniono upominki.

Przebrzmiał hejnał krakowski. Minęła godzina 16.00 i zespół LOLA z Bośni i Hercegowiny rozpoczął krakowski dzień pieśnią dwóch prządek. Powoli zaczęła się gromadzić publiczność, choć ustawiała się dziwnie. Blisko przy scenie i szerzej wzdłuż zachodniej pierzei Małego Rynku. Bo tam był cień. Cień w trakcie przesuwał się, coraz bardziej przesłaniając Rynek, a wraz z cieniem przesuwała się i rosła publiczność.

Koncert prowadził Bartek Koszarek z Bukowiny Tatrzańskiej. Pięknie powiedział na początek, że choć uczestnicy pochodzą z różnych kultur, realizują te same wartości: śpiew, taniec, tradycje dziadów. A potem Bartek wspomniał, że 9 lat temu brał udział w Święcie jego zespół MALI WIERCHOWIANIE. Ich kamratami byli wtedy Indianie ze szczepu Nawaho. Przyjaźnie, które się zawiązały, trwają do dziś i owocując np. korespondencją mailową.

„Witom i o otwarcie pytom" zwrócił się Bartek Koszarek do reprezentujących włodarzy Królewskiego stołecznego grodu pani Marty Pateny i pana Leszka Zegzdy. Wiceprzewodnicząca Rady Miasta podziękowała Festiwalowi za zaszczycenie Krakowa obecnością i wyraziła nadzieję na kontynuację. Wicemarszałek województwa powiedział, że mimo przekonania wielu osób, Małopolska to nie tylko Kraków, to ogromne bogactwo regionów, zwłaszcza górskich, a wraz z nimi - bogactwo kultur promowanych miedzy innymi przez ŚDG.

Bartek Koszarek Podziękował dwóm Antonim, bez których nie byłoby tego koncertu: Antoniemu Malczakowi i dyrektorowi Centrum Młodzieży im. Henryka Jordana Antoniemu Weyssenhoffowi. Prowadzący przywitał jeszcze obecnego wśród widzów prof. etnografii Janusza Kaweckiego i popłynęły dźwięki muzyki i śpiewu.

Kolejno swoje programy prezentowali Bośniacy, Mystkowianie, przez chwilę Indonezyjczycy, którym występ Jastrzębian umożliwił zmianę strojów, powrót na scenę i zakończenie występu Dzieci Gór w Krakowie żywiołowym tańcem, który podbił już serca publiczności w Sączu i Krynicy. Oby jak najczęściej! Festiwal wart jest murów 750 letniego miasta, a Kraków... No cóż te mury odżywają, gdy wśród nich tańczą i śpiewają dzieci ze wszystkich gór świata.

Wieczorem w sądeckiej hali nad Kamienicą mogliśmy uczestniczyć w przygotowaniach Kaśki do ślubu. To zespół PNIOKI z Sadku-Kostrzy przedstawił rodzajowy obrazek, który rozpoczął się od zabaw małych dzieci, a zakończył tańcami „Jako to będziecie się bawić na weselu".

 

I tu chciałbym oddać głos dwom pannom, które okiem dziecka, a zarazem laika obserwują tegoroczny Festiwal. Może zaciekawi szanownych Czytelników, jak wygląda Święto dzieci w oczach... dzieci.

Natalia:
PNIOKI
Rozpoczęło się w weselnym nastroju. Wprowadzono nas do izby, gdzie modlitwą zakończono właśnie posiłek. Dzieci rozbiegły się do swoich zajęć. Dziewczęta robiły wianki na wesele, dwóch chłopców odbijało piłkę, która - jak się później okazało - została zrobiona z pęcherza świni. Starsi ozdabiali długie kije kwiatami z bibuły, młodsze bawiły się do czasu, aż przerwała im liczna grupa odświętnie ubranych dziewcząt i chłopców, którzy szybko puścili się w tany.
Po paru tańcach starsi zaprosili do koła młodszych, którzy wcześniej tańczyli w kącie. Potem dzieci wygoniły starszych, by pokazać im, jak same potrafią się bawić. Zebrały gratulacje od starszych. Zatańczyli znów razem, choć młodsi ponownie zajęli miejsce w kącie. W polce maluchy tańczyły w środku. Zeszli potem prawie wszyscy ze sceny przy wtórze piosenki. A maluchom, które zostały, starsza góralka sprzątać kazała.

Marta:
Wszystko rozpoczęło się jak zwykle: pan Broda zagrał na trombicie, a następnie, ku radości wszystkich zebranych, zabrzmiało charakterystyczne „Hej! Hej!"
Na sceną weszła drobna postać dziewczynki trzymająca tablicę, na której widniało „POLSKA - PNIOKI". Pojawili się liczni członkowie tego zespołu. Przedstawienie rozpoczęło się przygotowaniami do typowego góralskiego wesela. Jak to zwykle się dzieje, młodsza część rodziny zajęła się zabawą. Starsi zaczęli obwiązywać długie kije bibułą i przywiązywać do nich kwiatki. Na scenie pojawiły się starsze dzieci ubrane w typowe stroje ludowe oraz kapela, która od razu zaczęła grać, a całe towarzystwo puściło się do tańca. Jeden z tańców zatańczono do ludowej piosenki o piekarzu (Hej piekorz tu jest, i tako biało mąkę ma i go kozdy dobrze zna, hej piekorz tu jest). Po wytańcowniu się barwnym korowodem zeszli ze sceny.
Dowodem ich pięknego występu były długie i głośne brawa. Pan Broda znów wszedł na scenę, aby zapowiedzieć drugą grupę występującą dzisiejszego wieczoru. Byli to Słowacy.

Kamratami Lachów Szczyrzyckich są w tym roku Słowacy z zespołu SABINIK. Przyjechali (podobnie jak zespół łotewski) w trybie awaryjnym, gdy odwołali swoje uczestnictwo Argentyńczycy. Nasi południowi sąsiedzi udowodnili jednak, że nawet „na gorąco" są przygotowani znakomicie, łącząc w swym programie nienaganną technikę ze swobodą aktorską i poczuciem humoru.
Program, który zaczął się zabawą „Na wspak", gdzie dziewczyny zachowują się jak chłopcy, a chłopcy jak dziewczyny, a skończył zabawną scenką polowania na pchłę, był wypełniony świetnie przygotowanymi tańcami i zabawami z regionów Szarsza i Zemplina.

A oto jak występ słowackiego zespołu widziały znane nam już nastolatki. Tym razem zacznie...

Marta:
Na scenę wpłynęli słowaccy chłopcy. Za nimi, niby ciche cienie, podążało siedem kolorowo ubranych dziewcząt, które bezszelestnie zabrały chłopakom ciupagi, aby następnie wykorzystać je w bardzo żywym tańcu. Niespodziewanie obudzili się drzemiący pastuszkowie i zaczęli tańczyć oraz grać na instrumentach przypominających deski do krojenia i drewniane łyżki. Następnie pochwycili dziewczęta i zaczęli z nimi tańczyć do żywej, skocznej melodii przytupując od czasu do czasu. Ich czarne podkówki błyszczały w jasnym świetle reflektorów, które oświetlały scenę wtedy, gdy reszta Sali spowił półmrok.
Na scenę tanecznym krokiem weszło siedem par. Tym razem kapela zagrała krótki przerywnik spokojny jak wypas słowackich owiec, zarazem żywy i skoczny jak młode jagnięta wypasane obok swoich matek.
Weszły dwie pary tancerzy. Ich buty lekko dzwoniły. Po chwili jeden taniec ustąpił miejsca drugiemu, również szybkiemu. Na scenę zawitało osiem dziewcząt, które wyglądały, jakby czegoś szukały. Ten sekret znany był tylko im. Podczas poszukiwań było kilka chwil, kiedy tańczyli. Pod sam koniec jeden z chłopców rzucił czymś w swoich przyjaciół, a następnie w widownię. Na koniec wszyscy członkowie zespołu Słowackiego ukłonili się publiczności.

Natalia:
Siedmiu śpiącym chłopcom kolorowo ubrane dziewczęta zarekwirowały ciupagi, z którymi zaczęły tańczyć. Zostały jednak dość szybko zepchnięte na drugi plan przez chłopców z łyżkami i deskami do krojenia. Wszyscy jednak po chwili odłożyli swoje przedmioty, by móc zatańczyć w parach.
Po ich zejściu na scenę weszła dziewczyna i zaczęła śpiewać. W tle pojawiło się kilka dziewcząt, które po przywitaniu dołączyły do tamtej. W przerwach między zwrotkami dziewczyny rozmawiały. Niestety nie po polsku. Zeszły zostawiając scenę dla siedmiu par, które odtańczyły skoczny taniec pełen klaskania, tupania, pisków i machania rąk.
Po tym tańcu na scenie zagościła bardziej smutna muzyka wykonywana rzez skrzypce. Po pewnym czasie stała się jednak weselsza i dołączyły do niej inne instrumenty. Prym jednak nadal wiodły skrzypce.
Na scenę wyszły dwie pary. Dziewczyny ubrane były jedna w fiolet, druga w róż. Pierwszy taniec był dość spokojny, urozmaicał go czyjś śpiew. Drugi był o wiele szybszy.
Na scenę weszły cztery pary. Trzy dziewczynki ubrane były na niebiesko, jedna na różowo. Ta w różowym znalazła coś, a następnie (gdy trzy pary tańczyły) szukała czegoś razem z chłopcem. Sytuacja się powtórzyła. W końcu chłopiec to coś znalazł.
Na podeście zagościła szóstka dziewcząt. Zaśpiewały a'capella wolniejszy „kawałek", a do weselszego kapela im przygrywała.
Po piosenkach wszedł chłopiec i zaczął tańczyć, dołączyło do niego dwóch kolegów, a po chwili było ich już siedmiu. Dołączyły dziewczęta. Po tańcu naradzono się w dwóch grupach mieszanych. Zaczęli grać w pewną zabawę podobną do naszej „chusteczki haftowanej" do momentu gdy chłopak wziął za dziewczynę innego chłopaka ubranego w chustę. Bawili się potem w ciągnięcie liny i wykonali jeszcze jeden zabawny taniec.

 

Kamil Cyganik

 

 
 
 
MCK Sokół 
 
 
 
 

MCK SOKÓŁ    Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego    CIOFF

 

Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ - Instytucja Kultury Województwa Małopolskiego
ul. Długosza 3, 33-300 Nowy Sącz, tel. +48 18 448 26 10, fax + 48 18 448 26 11
e-mail: kontakt@mcksokol.plwww.mcksokol.pl

Newsletter

newsletter festiwalowy

wiadomości MCK Sokół

Projekt i wykonanie: inti.pl
Nie masz jeszcze konta w na naszej stronie? Zarejestruj się aby korzystać z forum dyskusyjnego, utworzyć własną galerię zdjęć, komentować artykuły...
Zapomniałeś hasła?